Wyświetlanie wszystkich wyników: 15

Dla wielu rzecz, bez której nie wyobrażają sobie wyjścia z domu, dla innych zwykły gadżet, a jeszcze inni nie mogą znieść specyficznego „zapachu” benzynki. Skąd się wzięła i na czym polega fenomen zapalniczki benzynowej? Postaramy się nieco przybliżyć Wam ten temat. Definicja niesamowicie popularnego urządzenia do rozniecania ognia w plenerze czy to w kominku, przypalania papierosów czy fajek, opalania przedmiotów jest następująca: mały przenośny przedmiot służący do wytwarzania ognia, najczęściej w celu zapalenia papierosa lub cygara. Składa się z korpusu wypełnionego palną substancją, oraz mechanizmu zapalającego i „wydmuchującego” płomień. Zapalniczki w przeciwieństwie do zapałek, przeznaczone są do wielokrotnego użytku. Wyjątkiem jest tzw. wieczna zapałka, która łączy cechy obu przedmiotów.

Wydawałoby się, że powyższy opis zawiera praktycznie wszystko co chcielibyśmy wiedzieć o zapalniczce, jednak nie końca tak jest. Postarajmy się rzucić więcej światła na wynalazek, który dziś jest tak powszechny i popularny na całym świecie.

Sięgnijmy do historii.
Za pierwszą zapalniczkę uznaje się wynalazek niemieckiego chemika Johanna Wolfganga Döbereinera, który roku 1823 zaprezentował urządzenie przypominające z wyglądu dzisiejszą zapalniczkę gazową, jednak konstrukcyjnie odbiegającą znacząco od dzisiejszych „gazówek”. Jego wynalazek, ochrzczony, jakże by inaczej, jako Lampa Dobereinera, składał się ze zbiorniczka na kwas siarkowy w którym zainstalowany był cynkowy walec. Cynk reagował chemicznie z kwasem, wytwarzając łatwopalny i wybuchowy przecież wodór, który poprzez iskrę powodował zapłon. Rzeczona lampa była jednak duża, nieporęczna i niestety zbyt niebezpieczna aby na stałe przyjęła się na użytek. Z tego powodu nie kontynuowano nad nią dalszych prac i pod koniec XIX wieku zaginęła w pomroce dziejów.

Kolejnym krokiem w kierunki zapalniczki benzynowej jaką znamy dzisiaj, było opatentowanie w 1903 roku przez Carla Auera von Welsbach kamienia do zapalniczki. Umożliwiło to produkowanie małych nowoczesnych i przenośnych zapalniczek, posiadających krzesiwo zdolne wytworzyć ogromną ilość iskier potrzebnych do zapłonu. To właśnie ta cecha spowodowała przyspieszenie popularyzacji zapalniczek benzynowych, gazowych i wielu innych odmian.

Zapalniczkowy Boom
Po tym jak udało się stworzyć solidne źródło iskier, w całej Europie jak i Ameryce, wielu producentów rozpoczęło projektować i wprowadzać na rynek bardziej lub mniej udane zapalniczkowe konstrukcje. Większość zasilana była benzyną, choć nie brakowało takich, które używały ropy czy alkoholu. Dosyć szybko na pozycji lidera uplasowała się amerykańska firma Metal Art Works Louisa V. Aronsona, który dostrzegając niepowtarzalną okazję na zdominowanie rynku, który dopiero się tworzył, zlecił swoim pracownikom stworzenie „automatycznej zapalarki” jako kieszonkowego źródła ognia. Po wielu próbach i niepowodzeniach osiągnęli sukces i pod koniec października 1926 roku w amerykańskim urzędzie patentowym złożono projekt nr. 1 673 727: „Zapalniczka do cygar”. W późniejszych latach firma Metal Art Works przeistoczyła się w znaną i działającą do dzisiaj firmę Ronson. Szybko zdobyła serca klientów swoimi produktami, na przykład ciekawą zapalniczką benzynową Pist-O-Liter. Drugą w kolejności, popularną zapalniczką była Wonderlite, również od Ronson’a. Pod koniec lat 20ych XX wieku w masowym użyciu pozostawały cztery rodzaje zapalniczek, a wszystkie benzynowe.

Narodziny legendy
Firma Louisa V. Aronsona, już zdominowała rynek i zazdrośnie strzegła swego patentu, bardzo niechętnie udzielając na niego licencji konkurencyjnym producentom. Poprzez takie działanie ograniczając znacznie rozwój zapalniczek. Oczywiście znalazły się także takie firmy, które bez zezwolenia kopiowały rozwiązania Ronsona, ale znaczących sukcesów na tym polu nie osiągnęły.

I w tym właśnie momencie pojawił się niejaki pan George A. Blaisdell. Podczas rejsu statkiem po Atlantyku zauważył on marynarza, który usiłował skorzystać z zapalniczki „sztormowej”. Stwierdził na pierwszy rzut oka, że jest to mocno niedopracowana konstrukcja, gdyż mimo iż posiadała bardzo silny płomień, była ona podatna na podmuchy wiatru i notorycznie gasła, co doprowadzało rzeczonego marynarza do „szewskiej” pasji. Nie czekając zbyt długo pan Blaisdell w roku 1932 założył firmę „Zippo”, od razu ulepszając projekt zapalniczki benzynowej, dodał wokół wystającego knotu charakterystyczny „kominek” z dziurkami, powodujący to, że jego zapalniczki niemal nie sposób było zgasić przypadkowym podmuchem wiatru. A jedynie poprzez zamknięcie pokrywki. Dodatkowo uprościł kształt zapalniczki, który znamy do dziś i wykonał obudowę z bardziej wytrzymałego metalu. I to był przełom na skalę światową. Dodatkowym atutem produktów firmy Zippo jest wieczysta gwarancja, co jeszcze bardziej przekonało klientów, że warto zaufać takiemu producentowi. I w ten właśnie sposób powstała pierwsza zapalniczka benzynowa Zippo.

Armia Cię potrzebuje!
Po kilku latach przedsiębiorczy pan Blaisdell podjął niezwykle odważną ale i karkołomną decyzję biznesową, która w niedługim czasie okazała się być przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”. Otóż zaprzestano kampanii reklamowych skierowanych na rynek cywilny, a skupiono się na amerykańskiej armii. I to było posunięcie genialne.

Mimo, że Zippo nigdy nie podpisało żadnego oficjalnego rządowego kontraktu na dostawy wyposażenia dla armii USA, stopniowo, niemal mimowolnie, zapalniczka benzynowa Zippo stała się nieodłącznym elementem wyposażenia każdego amerykańskiego żołnierza. Na sukces ten złożyło się kilka czynników. Między innymi to, że produkty Zippo są trwałe, bezawaryjne, odporne na wilgoć, wiatr i mróz. W ciężkich warunkach wojennych, gdy ciężko było o benzynę, nic nie stało na przeszkodzie aby zapalniczkę zasilić ropą, naftą czy nawet whisky! Jednym słowem zapalniczki Zippo przeszły prawdziwy bojowy chrzest na wszystkich frontach II wojny światowej. Czy to na lądzie, morzu czy w powietrzu, towarzyszyły one swym właścicielom wiernie i wspomagały ogniem zawsze gdy tylko tego potrzebowali. Od piasków Afryki, przez wybrzeża Sycylii, plaże Normandii, bramy Berlina czy na wyspach japońskich, każdy praktycznie żołnierz korzystał z niezastąpionej zapalniczki Zippo.

W ogniu walk, na mrozie w lasach Belgii i błocie okopów Zippo wykuło swą legendę, która trwa do dziś. Wiele historii i anegdot przetrwało do naszych czasów i niektóre wydają się nieprawdopodobne ale zawsze warto ich posłuchać.

Groza w odmętach
Jedna z nich opowiada o rozbitkach z amerykańskiego okrętu, który konwojował dostawy niezbędnych dla kontynuowania walk, zapasów do Murmańska w Rosji. Okręt w środku nocy został trafiony torpedą z niemieckiego U-Boota. Ze względu na duże uszkodzenia kadłuba bardzo szybko zaczął tonąć zabierając na dno wielu członków załogi, jednak kilka szalup ratunkowych udało się zrzucić. Nieliczni marynarze nie chcąc podzielić losu swych kolegów, w ogromnym pośpiechu wskoczyli do szalup i nie zdążyli zabrać ze sobą flar sygnałowych. W ciemnej nocy na środku wzburzonego morza byli niewidoczni dla pozostałych okrętów konwoju. Jednak kilku z nich miało w kieszeniach swe zapalniczki benzynowe, które zapalili wszyscy naraz i dzięki temu zostali dostrzeżeni przez przepływający kilkaset metrów od nich niszczyciel. Ten podjął ich na pokład i uratował od niechybnej, okrutnej śmierci.

Mróz i krew
Inna z kolei historia dotyczy wydarzeń podczas walk w niemieckich lasach Huertgen w 1944-45 roku. Trwała ofensywa aliantów zapoczątkowana lądowaniem w Normandii. Jednak naziści nie zamierzali poddać się tak łatwo (jak np. włosi). Walczyli zaciekle do ostatniego żołnierza, zwłaszcza że wojna, którą wywołali w końcu zastała ich na własnej ziemi. Jankesów zaskoczyła okrutna i bardzo mroźna zima, poprzedzona nadzwyczaj deszczową jesienią, która spowodowała zniszczenie dróg, a przez to szlaków zaopatrzeniowych dla walczących wojsk. Alianci byli niedoposażeni, cierpieli przez to straszliwe zimno i czasem nawet głód. Dowództwo zakazało rozpalania ognia, aby nie „ułatwiać życia” obserwującym pozycje amerykańskie nazistowskim snajperom i artylerii. I tu ponownie życie wiarusów zostało uratowane dzięki wiernym zapalniczkom benzynowym. Mogli je wykorzystać aby rozgrzać swoje zlodowaciałe dłonie czy stopy, podgrzać w hełmie posiłek, a nawet odmrozić zaklinowane lodem zamki karabinów!

Legenda trwa…
Historii takich jak powyższe jest całe mnóstwo, niektóre zapewne zmyślone, inne, choć zupełnie nieprawdopodobne, całkowicie prawdziwe. Powiązanie takiego produktu jak zapalniczka benzynowa z armią, okazało się być dla Zippo niezwykle trafionym pomysłem. Weterani powracający z wojny przywozili ze sobą pamiątki, wśród których na czołowym miejscu były te zapalniczki właśnie. Używali ich wtedy i używają zapewne do dziś.

I co dalej Panie Blaisdell?
Firma Zippo rozkwitła wręcz podczas II Wojny Światowej, która ostatecznie zakończyła się. Jednak marka ta na tyle głęboko spenetrowała rynek, że była spokojna o swoją przyszłość. Jej produkty używane były praktycznie wszędzie i przez wszystkich. Od robotników, przez wojsko, gangi motocyklowe „harleyowców”, policjantów, przedstawicieli klasy średniej, po wyższe sfery i maklerów z Wall Street. Nie oznaczało to wcale, że firma spoczęła na laurach. Kolejne mity powstawały w miarę upływu lat. Jeden z nich dotyczył plotki, jakoby zapalniczki benzynowe Zippo były produkowane w więzieniach stanowych w USA przez skazanych, a każdy numer wybity na obudowie zapalniczki to numer więźnia, który ją wykonał. Inny mówi o rybaku, który w latach 60-ych XX wieku wyłowił ogromnego marlina, we wnętrzu którego odnalazł nową i działającą(!) zapalniczkę Zippo.

Do it yourself man!
Lata 60 – 70 to był burzliwy okres w Ameryce. Wybuchła wojna w Wietnamie i tysiące poborowych trafiło w sam środek, jak sami to określali, „zielonego piekła”. A z nimi trafiły tam oczywiście zapalniczki. Były one tak lubianym i pożądanym elementem wyposażenia, że pod naciskiem środowisk wojskowych firma Zippo rozpoczęła produkcję serii zapalniczek dedykowanych poszczególnym formacjom armii USA. I tak, swoje ulubione zapalarki miały oddziały piechoty, marines, marynarki, lotnictwa, a nawet formacje specjalne takie jak Green Berets. W czasie konfliktu w Wietnamie, część żołnierzy zaczęła samodzielnie upiększać i modyfikować wygląd swoich zapalniczek. Często nudząc się na warcie czy odpoczywając w okopach i bazach personalizowali swoje Zippo, aby bądź utrwalić jakiś epizod wojenny, zapisać jakąś „złotą myśl” lub po prostu by mieć coś oryginalnego i niepowtarzalnego. Idąc tym śladem firma Zippo wprowadziła możliwość zaprojektowania i zamówienia własnej zapalniczki każdemu klientowi. Taka usługa jest dostępna do dzisiejszego dnia.

Zapalniczki takie uzyskują płomień w wyniku

spalania benzyny, przechowywanej w absorbującym materiale, a wydobywanej na

zewnątrz przy pomocy knota od razu po otwarciu zapalniczki. Gasi się je poprzez zamknięcie, a zapalane są przy użyciu krzesiwa. Można je wielokrotnie napełniać.